piątek, 5 września 2014

Rozdział Jedenasty

Z perspektywy Bree.

"Wszystko zaczęło się, gdy zabrali mnie z domu i wprowadzili mnie do celi śmierci". Tak śpiewał właśnie Johnny Cash w moim radioodbiorniku.
A ja leżałam na moim łóżku, rozciągnięta w niezidentyfikowany sposób, odziana w moją starą, niebieską piżamę w dziecięce wzory, z rozczochranymi włosami i opychałam się lodami czekoladowymi, przez co prawdopodobnie ma mojej twarzy widniała ogromna, brązowa plama. Nie potrafiłam bowiem zjeść lodów czekoladowych bez ubrudzenia się.
Nadal nie mogłam uwierzyć w to, co się dziś wydarzyło. Miałam wrażenie, że ktoś tam na górze robi sobie ze mnie niezłe jaja. Bóg robi nam kawał, żeby nie było za nudno. Myśli sobie: "Wszystko idzie zajebiście, więc dopierdolę wam ciągłe egzystencjalne lęki, żeby nie było, że macie raj na ziemi". Kurewsko zabawne, naprawdę, uśmiałam się jak nigdy.
Czułam narastającą nienawiść i gniew, przeszywający każdy nerw mojego ciała. Odkąd Smoki pojawiły się w mieście, wszystko szło jak kurwie w deszcz. Byli potężni. Kiedy my robiliśmy krok w przód, oni już dawno byli przed nami. To jak wyścig rozpoczęty z przegranej pozycji. Sęk w tym, że nagrodą nie jest jakiś tandetny medal. Nagrodą jest życie.
Odłożyłam pudełko po lodach na etażerkę i wkopałam się pod kołdrę, zanurzając się w niej tak głęboko, jak tylko się dało. Chciałam oderwać się od rzeczywistości. Miałam nadzieję, że, kiedy wyjdę, cały świat będzie wyglądał inaczej. Skuliłam się w ciasny kłębek, umieszczając kolana tuż przy mojej twarzy i obejmując stopy rękoma. Tym razem nie zamierzałam płakać.
Chciałam stać się rzeczą, żeby przestać być. Znaleźć guzik, nacisnąć i się rozpłynąć. Po prostu przestać być. Coś przycisnąć, sprawić, że zostanę wymazana ze wszystkich miejsc, z jakimi kiedykolwiek miałam styczność.
Johnny Cash zakończył swoją piosenkę niewinnym wyznaniem o treści: "Znam sposób na mówienie prawdy, ale obawiam się, że skłamałem", a w głośnikach zabrzmiał charakterystyczny wokal Hanka Juniora, który usprawiedliwiał swoje uzależnienie od alkoholu tradycją rodzinną. Sprytnie.
Rozległo się pukanie do moich drzwi.
- Umarłam - warknęłam, kuląc się jeszcze bardziej.
- W takim razie pozwól mi wejść i cię zobaczyć, bo, jak mówiłem, nie pojawię się na twoim pogrzebie - usłyszałam w odpowiedzi rozbawiony głos Tomlinsona.
Zaraz potem drzwi otworzyły się, a od ścian odbiły się jego pewne kroki.
- Wyjdź stamtąd - poprosił. - Chyba, że jesteś nago. Wtedy ja wejdę do ciebie.
"Zboczeniec", pomyślałam, lecz nie miałam ochoty się odzywać, więc postanowiłam pozostawić moje odkrywcze spostrzeżenie dla siebie. Potem jednak zaczęłam zastanawiać się nad tym, jak potoczyłyby się losy świata, gdyby Kopernik nie powiedział nikomu o tym, że Ziemia jest kulą.
- Zboczeniec - powiedziałam w końcu. A co jeżeli mój wniosek także zmieni ludzkość i wywróci świat do góry nogami?
- Ja ciebie też - zaśmiał się. - Wyłaź.
Niechętnie wygramoliłam się spod ciepłej kołdry i usiadłam na łóżku. Moja twarz była na wysokości jego klatki piersiowej, bowiem nie zechciał nigdzie usiąść, tylko stał nade mną i kiwał się na boki w rytm piosenki, nucąc ją pod nosem, jakby ją doskonale znał. Nie mógł jej znać! Country jest moje!
- Jakbyś się tak jeszcze uśmiechnęła, byłoby perfekcyjnie - uznał.
Podniosłam wzrok na jego twarz, gdyż przyłapałam się na tym, że liczę tatuaże na jego nagim torsie. Tak, był bez koszulki. Nie, kompletnie mnie to nie obeszło. Równie dobrze mógłby stanąć przede mną w stroju syrenki.

Lekko uniosłam kąciki ust.

- Idealnie - wyszczerzył się i rozpoczął pochód po pokoju. Mówił, nie patrząc na mnie. - Dużo myślałem o tym, co powiedziałaś w toalecie.
- I co ciekawego wymyśliłeś? - spytałam zainteresowana. Naprawdę chciałam wiedzieć, bo nie sądziłam, że w ogóle mnie wtedy słuchał.
- Nic, co nie zostało jeszcze wymyślone - mruknął. - Nawet jeśli ludzie nie przyjdą na twój pogrzeb, zostaniesz w ich pamięci.
- To nie działa w ten sposób - zaprotestowałam, sprawiając, że przez chwilę nasze spojrzenia się spotkały, lecz Louis po chwili odwrócił wzrok. - Ludzie pogrzebią mnie w pa­mięci równie szybko, jak pogrzebią w ziemi moje ciało. Mój ból, moja miłość, wszystkie moje pragnienia odejdą razem ze mną i nie zostanie po nich nawet pus­te miejsce. Na ziemi nie ma pustych miejsc.
Zapadła chwila ciszy, kiedy starał się przetworzyć moje słowa. Nie widziałam wyrazu jego twarzy, ale wiedziałam, że jest skupiony. Mięśnie na jego plecach spinały się i rozluźniały w fascynujący sposób.
- Jesteś mądrzejsza, niż myślałem, Lennon - powiedział w końcu.
Obrócił się w moją stronę i spojrzał mi głęboko w oczy, jakby chciał w ten sposób poznać całe moje wnętrze. Zamknęłam moje myśli w sejfie, do którego nie miał dostępu.
Podniosłam się z miejsca, a ponieważ byłam od niego niższa tylko o kilka centymetrów, nasze spojrzenia znajdowały się na tym samym poziomie. Zatonęłam w jego niebieskich tęczówkach bez opamiętania. Chwyciłam jego twarz w dłonie i wpiłam się w jego ciepłe usta z pasją, o jaką nigdy bym się nie podejrzewała.
Zdziwiłam się, jak bardzo jego wargi pasowały do moich. Jego dłonie powędrowały na moją talię, przyciągając mnie bliżej. Ten pocałunek był niczym nasze własne magiczne królestwo, którego żadne z nas nie chciało opuszczać. 
Niestety, każda bajka kiedyś się kończy. Oderwaliśmy się od siebie szybciej, niż do siebie przylgnęliśmy, kiedy usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- Bree, jeżeli Louis właśnie się w ciebie spuszcza, wybacz, ale muszę wejść. Daję wam pięć sekund na zamaskowanie śladów, bo nie chcę na to patrzeć - krzyknął Segel, waląc pięścią w drewnianą powierzchnię. - Jeden... Dwa... Trzy... Cztery... Cztery i pół...
Mina Tomlinsona wyrażała jedynie zdezorientowanie, jednak działał na tyle szybko, że zdążył wepchnąć się pod moje łóżko, zanim z ust Kevina wypłynęło przeklęte "pięć" i chłopak władował się do środka, wymachując wkoło butelką whisky.
- Coś się stało? - zapytałam. - Jakieś nowinki?
- Właściwie tak - odparł, po czym upił łyk i zachwiał się nieznacznie. - Mamy kilka informacji. Lou, wypierdalaj spod tego wyra. Matt i Ted trochę powęszyli i zdobyli parę ciekawostek.
Tomlinson wysunął się spod łóżka ze sztucznym uśmiechem wymalowanym na twarzy. Wstał z podłogi, otrzepał spodnie z nieistniejącego kurzu i stanął w rogu pomieszczenia tak cicho, jakby wcale go tam nie było.
- Mów - nakazałam.
- Od czego by zacząć? - podrapał się szyjką butelki w brodę i zmrużył oczy. - Dowiedziałem się, kim jest przywódca Smoków.
- Kim? - spytałam z błyskiem w oku, którego, oczywiście, nie mogłam zobaczyć, lecz wiedziałam, że tam był.
- Przywódcą Smoków - odparł ze śmiertelną powagą.
- Cóż, to musiał być dla ciebie szok - wywróciłam oczami, licząc na to, że kolejne informacje, jakie mi przekaże, będą choć odrobinę bardziej pomocne.
- Owszem - mruknął pospiesznie. - Nazywa się Garry Barra.
- Nie nasza wina - odezwał się Louis z kąta, a ja cicho zaśmiałam się na jego słowa. Z nazwiskiem Garry Barra zapewne ciężko iść przez życie, więc w jakiś sposób mogłam usprawiedliwić jego okrutne przysposobienie.
- Słuszna uwaga, bracie - skinął Kevin, przyciskając gwint do ust. - Właściwie to wszystko, co wiem.
Westchnęłam głęboko, kiedy dostrzegłam, jak pojedyncze krople alkoholu spływają po jego brodzie.

- Może już wystarczy, hm? - zapytałam, wskazując na flaszkę, którą ledwo utrzymywał w trzęsących się rękach.
- Piję, by ukryć mój wewnętrzny ból - wybełkotał, po czym wybuchnął gromkim śmiechem.
Wywróciłam oczami. Kiedy był naprawdę pijany, rzadko mówił sensownie, ale, szczerze mówiąc, nie pamiętam, by kiedykolwiek był trzeźwy, zatem kompletnie nie dziwiły mnie jego wyznania.
- Zaraz twój wewnętrzny ból stanie się zewnętrzny, jeżeli nie wyjdziesz z mojego pokoju - zagroziłam, a on uniósł ręce w geście pojednania jak Jezus i powolnym, chwiejnym krokiem wyszedł na korytarz, po drodze wpadając na drzwi, rozdzierając przy tym rękaw swojej marynarki. Jako jedyny jeszcze nie przebrał się z garnituru.
- Ja może też już pójdę - zaoferował zmieszany Louis, wcisnąwszy dłonie do kieszeni swoich czarnych dresów.
- Zostań - rzekłam stanowczo, po czym szybko się zreflektowałam - Proszę.
- Ty to zaproponowałaś - wzruszył ramionami i położył się na dywanie.
- Może wolisz spać w łóżku? - zapytałam.
- Lubię siedzieć nisko, upadek nie jest wtedy aż tak niebezpieczny - wyznał. - Ale możesz do mnie przyjść.
Podniosłam się z miękkiego materaca, rzuciłam w chłopaka jedną z poduszek i zwaliłam kołdrę na ziemię. Klęknęłam na ziemi, ciągnąc za sobą puchową pierzynę, w którą szybko się zaplątałam i runęłam na dywan tuż obok Tomlinsona. Z jego rozpalonego do czerwoności ciała bił dziwny, lecz przyjemny chłód charakterystyczny dla jego osoby. Mrugał powoli, jakby niechętnie.
- Przyznaj, że cię intryguję - powiedział, przyciągając mnie do siebie jednym ruchem ręki.
Teraz opierałam głowę na jego ramieniu, a nasze nogi tworzyły przypadkowe pandemonium.
- Owszem - kiwnęłam głową, mocniej go do siebie przytuliwszy.
- Mów dalej - ponaglił, a jego dłoń wtopiła się w moje rozczochrane włosy i zaczęła rozrzucać je po całej poduszce jak wachlarz.
- Nie bierz sobie tego do siebie - odezwałam się zapobiegawczo. - Intryguje mnie także, co myśli człowiek, skaczący z wieżowca, zanim rozpłaszczy się na chodniku. 
- Jesteś bardzo romantyczna - zaśmiał się.
Obróciłam się do niego plecami, usiłując zwiększyć odległość między naszymi ciałami, jednak on oplótł mnie ręką w talii, przez co uniemożliwił mi oderwanie się od niego.
- Dobranoc, Lennon - szepnął zachrypniętym głosem.
Nie mogłam powstrzymać się od słabego uśmiechu. Jego obecność była dla mnie jak zbawcza siła, która pomaga się człowiekowi podnieść, kiedy osunie się na ziemię.
Z drugiej strony - upadałam przez niego.
- Dobranoc.

Z perspektywy Effie.

Ciemność panowała za oknem od dobrych trzech godzin i byłam pewna, że już nikogo nie można spotkać na ulicy tym bardziej, że ludzie jeszcze bardziej byli przerażeni po wybuchu na stadionie i strzelaninie na cmentarzu, o której wieść rozeszła się błyskawicznie. Nie rozumiałam głupoty mieszkańców Doncaster i nic nie zapowiadało na to, że kiedykolwiek zrozumiem. Nie mogłam też pojąć w jaki sposób wylądowałam z Allie King w salonie, ponieważ cholera, ta dziewucha przyprawiała mnie o ból głowy i wymioty, gdy tylko patrzyłam na jej twarz. Najgorsze było w tym wszystkim to, że gdy ja próbowałam spokojnie oglądnąć Hell's Kitchen, to ona siedziała zwinięta w kłębek, patrząc w jeden punkt. Za każdym razem, gdy chciałam skupić się na tym cholernym programie, moje myśli zajęte były przetwarzaniem jej dziwnego zachowania. I weź człowieku tu oglądnij w spokoju!
W końcu nie wytrzymałam i wyłączyłam telewizor, aby przemówić jej do rozsądku, bo w tym momencie powinna się ze mną drażnić i mnie obrażać, nie żeby mi to pasowało, ale to była jej natura!
- Dobra, co się stało? - spytałam, krzyżując ręce pod piersiami. Chciałam odpowiedzi, a potem hasta la vista i wszyscy pójdą w swoją stronę.
- Nie udawaj, że Cię to interesuje - powiedziała cicho, za cicho.

- Masz racje, to mnie nie interesuje, ale mieszkasz w moim domu i moim zasranym obowiązkiem jest sprawienie, aby goście się tutaj dobrze czuli.
- Po prostu to wszystko mnie przerasta, to za dużo jak dla mnie. Nie mogę spokojnie na to wszystko patrzeć i godzić się z tym, co się tutaj dzieje. 
Otworzyłam szeroko oczy i usta, ponieważ w życiu nie spodziewałam się, że usłyszę od niej takie słowa. Myślałam, że może zepsuła się jej lokówka, albo skończył ulubiony tusz do rzęs, ale nie to! Już nawet mogłabym pomyśleć, że zdechła mucha, która latała w jej pokoju, ale nigdy bym nie pomyślała, że jest jej przykro. 
- Frank też mnie nie rozumie, ciągle się kłócimy i już nie jest tak jak wcześniej, rozumiesz? To tak jakby nasza miłość się wypalała i najgorsze jest to, że nic nie mogę zrobić skoro on mnie nie chce. Mam dość tego życia, naprawdę. 
- Słuchaj, Allie, życie nie jest proste, to pieprzona gra na poziomie hard, której nie można wygrać, rozumiesz? Jeden poziom jest tak łatwy, że masz najwięcej punktów, ale drugi tak cholernie trudny, że cały czas polegasz. I grasz tak długo aż nie usłyszysz słów "Game over", rozumiesz? Nie oczekuj, że będzie łatwo, z resztą sama znasz to życie. Nie zapominaj, że jesteśmy sukami, które zabijają niewinnych ludzi. 
- Wiesz jak pocieszyć ludzi - zaśmiała się cicho, ale chociaż wrócił jej dobry humor. Co? Od kiedy do diabła interesował mnie humor King? - Nie chcę się kłócić ani z tobą ani twoimi ludźmi, tylko chyba wciąż czuję tą rywalizację między nami.
- Jesteśmy teraz grupą i musimy się powstrzymać - puściłam jej oko, uśmiechając się delikatnie. 
- Wiesz, nie jesteś taka zła, Effie. 
- Dzięki, ciebie też da się przeżyć. 
Blondynka zakryła dłonią usta, gdy wydostał się z nich cichy chichot. Dopiero teraz zauważyłam jak bardzo jest urocza, bo od zawsze wiedziałam, że jest piękna. Może nie była taka zła? Może powinnam dać jej szansę i się z nią zakumplować? Przecież każdy zasługuje na drugą szansę, prawda? Bynajmniej tata tak mi zawsze mówił. 
Nagle do salonu wszedł Styles, który wręcz promieniował pozytywną energią, gdy zmierzał ku nas. Z głośnym westchnieniem usiadł między nami, a głupi uśmieszek nie znikał z jego ust. Wydawał się być czymś niezmiernie ucieszony i chciałam się dowiedzieć czym.
- Wyglądasz jakbyś wygrał los na loterii - zakpiłam z niego. - Czego tak suszysz zęby?
- Bo mogę - przechylił się w prawo, uśmiechając się jeszcze szerzej. 
- Zaczyna się - wymamrotała Allie, po czym wstała i wyszła z pokoju zanim zdążyłam spytać, o co jej chodzi. Ta dziewucha robiła mi kaszę z mózgu. 
Oparłam się o oparcie kanapy, wzdychając głośno, gdyż zmęczenie zaczęło dawać mi się we znaki. Potrzebowałam snu, albo zimnego prysznica, który by mnie pobudził, ale na razie musiałam użerać się z rozweselonym Harrym. 
-Allie poszła - rzekł, puszczając mi oko. - Wiesz co to znaczy?
- Że Allie poszła? - spojrzałam na niego jak na idiotę, bo w sumie nim był. 
- Niszczysz całą atmosferę, Bates! - wywrócił oczami i naprawdę nie wiedziałam, o co mu chodzi dopóki nie zauważyłam reklamówki, która leżała za jego plecami. - Mam dla ciebie niespodziankę.
- Jaką? Fajną?
- Sama zobacz - podał mi reklamówkę, a ja nie tracąc czasu od razu wyjęłam z niej dziwnie miękki przedmiot. 
Na początku wpatrywałam się w mój prezent, nie rozumiejąc skąd taki wybór, ale potem uśmiechnęłam się nieśmiało, wiedząc, że to pierwsza, słodka rzecz jakąkolwiek zrobił dla mnie Harry. Nie byłam dziewczyną, która lubiła takie rzeczy i może bym go wyśmiała gdyby nie to, że w sumie tego potrzebowałam. 
- Maskotka - wyszeptałam, wpatrując się w średniego rozmiaru żyrafę, która była najbardziej rozkoszną żyrafą jaką w życiu widziałam. 
- Maskotka - powtórzył moje słowa równie cicho. - Podoba Ci się?
- Bardzo.
Uniosłam głowę w końcu spotykając się z jego pięknymi, zielonymi oczami. Był piękny, cudowny i silny. Był tak samo silny jak mój tata, jak Bree, albo Wren. To była czwórka najsilniejszych ludzi na świecie, a ja żyłam w ich cieniu, próbując ich naśladować, lecz szło mi naprawdę marnie. 
Nienawidziłam go, ale z drugiej strony lubiłam. Czasami czułam, że mogę mu zaufać, ale częściej przeczuwałam, że zabiłby mnie przy pierwszej lepszej okazji. W takim razie, co było prawdą, a co ohydnym kłamstwem?
Przestałam oddychać, gdy położył dłoń na moim policzku, po czym przybliżył moją twarz do swojej. Zamknęłam oczy, czując jego usta, które pieściły moje tak delikatnie, jakby bał się, że zniknę. Nasz pocałunek stawał się coraz bardziej namiętny i desperacki, a to tylko dlatego, że pożądaliśmy się, pragnęliśmy siebie. Zabrał dłoń z mojego policzka, po czym wplątał palce we włosy, mocniej mnie do siebie przyciągając, co było naprawdę trudne, ponieważ byliśmy już maksymalnie do siebie zbliżeni. 
- Twój pokój, teraz - powiedział głosem nie znoszącym sprzeciwu, a ja oszołomiona pokiwałam zgodnie głową. 
Głośny pisk wydobył się z moich ust, gdy wziął mnie na ręce i zaczął wchodzić po schodach na górę, obdarowując moją szyję gorącymi pocałunkami. W duchu śmiałam się z jego desperacji, ale z drugiej strony byłam tak samo zdesperowana. 
Kopniakiem otworzył drzwi prowadzące do mojego pokoju, po czym gdy już weszliśmy do środka, zamknął je tak samo. Harry rzucił mnie na łóżko, a następnie położył na mnie, wciskając w materac, gdy w tym czasie jego lewa dłoń znajdowała się pod moją koszulką. Usadowił się między moim nogami, pocierając swoją miednicą o moją tak mocno, że czułam jego wzwód. Moje ciało rezonowało i zaczęłam poruszać się pod wpływem jego dotyku. W ekspresowym tempie pozbył się moich ubrań oraz bielizny, a potem sam rozebrał się zdecydowanie zbyt wolno. Jego usta lizały, całowały i ssały moją szyję, gdy w tym czasie ja zostawiałam pocałunki na jego ramieniu, próbując nie być zbyt głośno. Nagle oderwał się ode mnie, po czym położył dłonie na moich piersiach, a sutki stwardniały pod tym dotykiem. Wplotłam palce w jego miękkie, długie włosy, delikatnie za nie ciągnąc, gdy całował moje piersi oraz dekolt. Zamknęłam oczy, otwierając szeroko usta, aby brać głębsze oddechy, ponieważ Styles zawsze sprawiał, że brakowało mi powietrza. 
- Tęskniłem za tym - wysapał, a mój oddech stał się jeszcze bardziej płytszy i pełen oczekiwań.
Westchnęłam, gdy otarł się swoim członkiem o moją kobiecość, która pulsowała z rozkoszy. 
- Proszę - błagałam, ponieważ chciałam znowu go poczuć, być z nim złączona. 
- To mi się podoba - wymruczał w moje uchu, delikatnie przegryzając płatek. - Wiesz jak się zachować, Bates.
Jęknęłam, czując tę cudowną, ostrą przyjemność, gdy wszedł we mnie do samego końca. Nie bawił się ze mną, tylko od razu rozpoczął ostrą grę, która miała na celu mnie unicestwić, a potem zostawić całkowicie bezbronną. Kołysał biodrami w przód i w tył, sprawiając, że z moich ust wychodziły coraz bardziej nieprzyzwoite odgłosy oraz słowa. Czułam przyjemność, która potęgowała się w moim podbrzuszu, to tak obiecana brama do nieba, ale trochę lepiej. Nagle stałam się głucha na wszystko dookoła i jedyne co czułam, to jego usta na moich i te słodkie, niebiańskie uczucie, gdy mnie wypełniał. Mogłam pozostać w takiej pozycji całą noc, jak nie całe życie. Odsunął swoją twarz od mojej w tym samym momencie, gdy zaczęłam szczytować, krzycząc jego imię. Nie oddychałam, nie czułam nic oprócz gorąca i to było najlepsze uczucie jakie w życiu przeżyłam. Wiedziałam, że mi się przyglądał, gdy dochodziłam pod nim, a chwilę później do mnie dołączył. 
Byliśmy spoceni, zmęczeni i spełnieni. Nie mieliśmy zamiaru tego teraz tak skończyć, ale nie mieliśmy też zamiaru jutro brać ślubu, albo ogłosić się parą. Bez przesady, wciąż myślałam, że miłość jest przereklamowana, a po drugie moje uczucia do Harry'ego nie miały nic wspólnego z miłością. 
Nasz wieczór zakończył się na wspólnym przytulaniu w moim łóżku, gdzie próbowaliśmy zasnąć tuż po cudownym seksie. Z resztą każdy stosunek ze Stylesem był tym najlepszym.
- Chcę Cię o coś spytać, ale liczę na szczerą odpowiedź - szepnął, sunąc palcami po moim ramieniu. 
- Co to za pytanie?
- Czy teraz jesteś szczęśliwa? - zagryzł niepewnie wargę, a ja wiedziałam jaka jest odpowiedź.
- Tak, jestem - uśmiechnęłam się leniwie. 
Bo byłam. Mimo tego syfu i nieszczęścia, które cały czas nam towarzyszyło, to w tej chwili byłam szczęśliwa. Zapomniałam o Wendy, Janis, Bree i Louisie, a nawet o Adolfie, który miauczał mi pod drzwiami. Pierwszy raz w jego ramionach znalazłam ukojenie i miałam nadzieję, że to potrwa wiecznie. 
Byłam ckliwą idiotką, prawda?

Od Autorek:
Cześć, cukiereczki! :*
Jak minął Wam pierwszy tydzień szkoły, hm? Coś nowego? Fajne przygody? Opowiadajcie.
Mamy już trochę dość biadolenia o tym, że nie komentujecie, bo jak widzimy, niczego to nie zmienia, ale, cholera, jest nam naprawdę przykro. 19 komentarzy przy prawie 70 obserwatorach to trochę kiepski wynik... WIĘC KOMENTUJCIE!!!
A co do rozdziału. Co sądzicie o zachowaniu Bree i Lou? Pocałowali się! Znowu... I nic więcej! Znowu... Heh. Czy po tym rozdziale choć trochę zmienił się Wasz stosunek do Allie? I wreszcie... Kolejny ostry seks Effie i Harry'ego. Podobało się? ^.^
Piszcie w komentarzach.
Na Waszą prośbę założyłyśmy także blogowego ASKA, który tak naprawdę będzie po prostu naszym wspólnym askiem, na którym będziecie mogli zadawać nam pytania.
I to chyba wszystko, co mamy Wam do powiedzenia na dzisiaj.
Miłego weekendu, trzymajcie się ciepło i komentujcie :)

16 komentarzy:

  1. O J A P I E R D O L E ! !
    Tego to się w ogóle nie spodziewałam...
    Ten rozdział podobał mi się STRASZNIE !!
    Troszkę krótki, ale zajebisty :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Super piszesz uwielbiam twój blog:*

    OdpowiedzUsuń
  3. Uhuhhuuhuuh ^^ Fangirling *O* Louis i Bree ♥ Harry i Effie ♥♥ AWWW <3
    Jejku, ten rozdział był krótki, wspaniały, prosty i na temat ( if you know what I mean:33 ) ♥♥♥ xx

    OdpowiedzUsuń
  4. AAAAAAAAAAAAA jaki swietny rozdial .... NAJJLEPSZYY ,CZEKAM NA NEXT! ♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡♥♡
    Przepraszam za anonima!
    Klaudia

    OdpowiedzUsuń
  5. Gdybym musiała wybrać, która z dwóch części tego rozdziału wpłynęła na mnie bardziej, to zdecydowanie ta z Louisem i Bree. Nie wiem, może to dlatego, że Louis Tomlinson jest dla mnie bogiem. A może po prostu ta dwójka była w pewien sposób bardziej urocza i nie przeszkadzało mi to, że znowu doszło jedynie do pocałunku.
    Co do Allie to chyba wciąż jeszcze potrzebuję czegoś więcej, aby bardziej ją polubić. Chociaż tak, ten rozdział pokazał ją trochę z innej perpektywy. Zobaczymy, jak będzie dalej.
    Za to Harry był taki... słodki. Niby zwykły, prosty gest, a jednak potrafił uszczęśliwić Effie. No i do tego kolejne ich zbliżenie. To czuć na odległość, tą... pasję pomiędzy nimi, że się tak wyrażę.
    Na bloga trafiłam przypadkiem, jednak bardzo mi się spodobał, więc byłabym wdzięczna za informowanie mnie o nowych rozdziałach u mnie na blogu. Macie super styl pisania, przyjemny i zachęcający. Czekam więc z niecierpliwością na następny rozdział.

    Zapraszam również na moje opowiadanie fantasy z 1D, a jeśli się spodoba, liczę na szczerą opinię ;) Pozdrawiam i życzę dużo weny!

    http://boundaries-of-darkness.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Zajebisty rozdział. :)
    Pierwszy tydzień szkoły? Okropny, męczący i do kitu. :p
    Uwielbiam Bree i Louisa! Są tacy .... aż nie umiem ich opisać. :D Idealnie do siebie pasują. Nie przeszkadza mi że się tylko pocałowali. :) Oni potrzebują tej delikatności od siebie nawzajem. :)
    Allie jest dla mnie bardzo neutralna. I lubię ją i nie. A co do Effie i Harry'ego ...jest między nimi sporo namiętności i pasji. Bardzo ich lubię. Oni siebie kochają ale bardzo w sercu to ukrywają. Ich nie łączy tylko seks. ;)
    Czekam na next! Weny. :* :*

    OdpowiedzUsuń
  7. Zarąbisty... Bree i Louis to niebo a Effie i Hazza to piekło - oba duety są super no i oczywiście scenka + 18 nieziemska, pozdrawiam i czekam na następny...

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział <3 kocham <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Znalazłam dopiero dziś tego bloga i jestem pewna że zostanę do końca. Fabuła mnie wciągnęła i masz do tego talent, także pisz dalej a ja napewno będę czytać :*
    Chciałabym także zaprosić do mnie... http://memories-is-your-story.blogspot.com/
    I dam tu mały spamik jeśli pozwolisz :D
    "Jeden telefon, który zmienił jej dotychczasowe życie...
    jedno kłamstwo, które ciągło za sobą kolejne...
    Szpital...
    Śmierć...
    Ból..
    Łzy..
    Poszukiwania...
    Czy Natalie znajdzie to czego szuka?
    Czy może okaże się to kolejnym oszustwem?
    Lub na swojej drodze napotka coś innego?
    Ale co to będzie?
    Przyjaźń?
    Miłość?
    A może nienawiść?
    Jedno jest pewne...
    Nie podda się dopóki nie dopnie swego.
    Chociaż,możliwe że jej się to nie uda...
    Przekonaj się czy wysiłki Natalie nie sa daremne..
    Jak zakończy się ta pogmatwana historia?
    *
    *
    *
    Szczęściem?
    Smutkiem?
    Żalem?
    A może śmiercią?
    Kto wie...
    To się dopiero okaże..."
    Dopiero zaczynam i est tylko prolog, ale jeśli masz ochotę to wpadnij :*
    KC i czekam na następny+ przepraszam za spam :*

    OdpowiedzUsuń
  10. Podobają mi sie tematy, na które Bree rozmawia z Louisem. To tak jakbym przez chwilę była w innym świecie, co także sprawia wasze opowiadanie. Zawsze jak czytam nowy rozdział to staram sie odnaleźć jakieś spokojne miejsce, by nic mnie nie rozpraszało, ponieważ nie oszukujmy sie - jest to jedno z moich ulubionych ff. Zastanawia mnie tylko to, co dokładnie czuje Louis do Bree i Harry do Effie. Fakt, nie mogę narzekać na brak jakichkolwiek odczuć dziewczyn, ale zawsze jest ta ciekawość, co takiego chodzi im po głowie. Boże, nawet sobie nie wyobrażacie jak bardzo różni sie to, co sie dzieje (okay wiecie co sie dzieje, ale no) między Bree a Lou i Effie a Harrym; jakby dwa różne światy i nie mówię tu o jednostkach, a parach. Lennon z Tomlinsonem jakby dopiero zaczynają swoją znajomość, zbliżają sie do siebie, co jest naprawdę urocze i aż sie uśmiech na ustach pojawia, natomiast Styles i Bates są już chyba na poziomie zaawansowanym haha może łączy ich seks, ale praktycznie nigdy tylko na tym sie nie konczy. Czasami, czytając o ich relacji mam wrażenie jakby Effie czegoś żałowała; tzn wydaje sie być naprawdę wrażliwą osobą, choć gra silną, ale momentami wydaje mi sie, że jest naiwnA. To wcale nie zmienia tego, iż ją lubię, bo ja lubię, tak samo jak Bree i resztę bohaterów. Wiedziałam, że w Allie w końcu coś ruszy i proszę; blondyna pokazała sie od tej lepszej strony i mam nadzieję że zaprzyjaźni sie choć trochę z Bates i Lennon. Wiecie, trzy laski tylu facetów, powinny choć trochę sie wszystkie wspierać, zwłaszcza kiedy w związku Allie i Franka jest słabo.
    W zasadzie to lubię bardzo postać Kevina, wprowadza w to opowiadanie takiego fajnego humoru.
    Za pewne o czymś zapomniałam wspomnieć... Ah, szkoła. Muszę wybrać temat ustnej matury z polaka także mam wyzwanie.
    Życzę wam udanego tygodnia dziewczyny!
    Love you xx

    OdpowiedzUsuń
  11. Genialny rozdział ! Całe opowiadanir także ! Nir moge doczekac sie nastepnego rozdzialu c; Nie przejmuj sie brakiem komentarzy. Niektórym sie poprostu 'nie chce' komentowac xd Życzę weny ! :D

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobra, zamiast pakować na życiową trip mojego życia, ja siedzę na kompie i robie wszystko inne by tylko uniknąć tego piekła- pakowania, jednak nie mogłam zostawić tego rozdziału bez komentarza.
    I musiałam wam napisać, że rozpierdoliliście moje serce! ZNOWU! znowu padłam ryjem na podłogę z zazdrości o wasz talent, z powodu zajebistości tego rozdziału! Przyznaję, że trudno przewidzieć co się stanie z bohaterami i wszystko jest inne. To jak ta więź czy coś co jest zajebiste między Bree a Lou, między Effie a Stylesem jest całkowite inne i to jest genialne. uwielbiam relacje jaką tworzą Bree z lou ponieważ jest taka... nawet nie umiem tego określić, ale toczy się wolno i pierwszy raz mi to pasuję, bo stwarzasz ich historię w piękny sposób i chuj z tym, że jeden pocałunek! To jest najlepszy pocałunek!
    I przysięgam, że Izka chcesz mnie doprawdzić do szału. Próbują podążąć tokiem myślenia stylesa i wiesz gdzie kurwa zaraz wyląduje? W psychiatryku bo oszaleje! Oszlałam! Ten człowiek jest tak pokręcony, przeczny sam w sobie, że nie chce już zastanawiać się nad tym co on robi, bo mi psychika do końca siądzie.
    Ale mimo, że to pojebany Hazz, kocham go i kocham sposób w jaki oni razem w tym wszystkim trwają, ponieważ są tak pojebani i tak piękni, że to jest cudowne!
    I seeeeeks! kurwa to jest! rozpierdolłaś mnie :D
    Pisze szybko, bo serio za chwilę na ostatni chwile wszystko spakuje ;d
    Uwielbiamw waaS!
    rozdział piękny <3

    OdpowiedzUsuń
  13. Świetny, naprawdę świetny rozdział ;) Do następnego :p
    M.

    OdpowiedzUsuń
  14. Przeczytałam wszystko w dwa dni :3
    To jest tak zajebiście fajne!
    Louis i Bree tak bardzo słodcy :D
    Harry i Effie tak bardzo szaleni :P
    Zabójstwa, podpalenia, masakrowanie... Po prostu fvhfrhgiufgbvibg <3
    Czekam na rozwój wydarzeń ;)
    Życzę weny ! :* ♥

    OdpowiedzUsuń